Technika Nurkowania Strona Główna

"  Strona główna "  FAQ "  Szukaj "  Użytkownicy "  Grupy "  Rejestracja "  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
GORZÓW WLKP - Expedition SE: 9-14.04.2014
Autor Wiadomość
Daniel'S
Daniel's jak Jack Daniel's


Ubezpiecznie: DAN Silver
Pomógł: 1 raz
Wiek: 102
Dołączył: 18 Sty 2010
Posty: 1221
Skąd: Gorzów Wlkp.
Wysłany: 2014-05-05, 22:14   GORZÓW WLKP - Expedition SE: 9-14.04.2014

Dłuuugo oczekiwana relacja z naszego wyjazdu do SE

Opis - Paweł i Daniel (wstawki)
Foto & Video Yaca i Jarek

Opisać ten wyjazd będzie bardzo, ale to bardzo ciężko...
Słowa nie oddadzą tego jak wielka to była przygoda - i nie mówię tu tylko o nurkowaniach, ale o całej otoczce, zaczynając od przygotowań poprzez drogę, pobyt i na powrocie kończąc. Jedyny minus jaki znalazłem to to, że do Yacy jest daleko, nawet bardzo daleko.
I może od tego zacznijmy.

Mój zegarek zadzwonił o 1.15 dnia 9 kwietnia 2014 roku.
Spałem zaledwie 3 godziny, adrenalina była tak silna że nie odczuwałem zmęczenia - cel był jeden - nie spóźnić się na prom. U Daniela w garażu czekała przygotowana przyczepka oraz samochód - zostało tylko wrzucić torby i w drogę.
No więc ja i Daniel swoje wrzuciliśmy odpaliliśmy auto i ... nic. Czekamy i czekamy (a przypominam, że mieliśmy jechać we trzech), mija 2:15, a Jarka nie ma.
Dzwonimy, a w słuchawce słychać głos - sorry, ale senior prowadzi, a on ma czas, ale za chwileczkę jesteśmy, nie martwicie się - zdążymy na prom.
Na szczęście zdążyliśmy.

4 godziny na promie - nuda, zawinąłem się w kokon i pomimo zakazów wygodnie zająłem 4 siedzenia.
Sen przyszedł szybko, ale równie szybko Jarek chcąc zabłysnąć swoim niemieckim nachylił się nade mną i powiedział "Entschuldigung ... / przepraszam".
Zerwałem się na równe nogi myśląc, że zaraz ktoś opierniczy mnie za łamanie zakazów, a ujrzałem tylko zaśmianą mordkę Jarka i Daniela.
Tyle z mojego spania.

Po zjechaniu z promu, nuda.
Kiedy Krzysiu Hołowczyc powiedział "Jedź prostą tą drogą 283km, zaniemówiłem." :shock:
Tempomat na 100km/h i podziwiamy Szwecję.
Po lewej skały, po prawej las, po prawej skały, po lewej las, gdzieniegdzie jeziorko i tak w kółko. Ożywiliśmy się widząc ogrom jeziora Vättern, włóż którego brzegu przez dłuższy czas prowadziła nas droga do Sztokholmu.
W połowie drogi trzeba było zatankować samochód. Wpadamy na stację paliw, łapiemy za pistolet z ON, nie leci. Wciskamy jeden przycisk, drugi, NIC. Cholera płatność tylko kartą.
Jedziemy na drugą stację - to samo, jedziemy na trzecią, to samo, ku..wa w baku coraz mniej paliwa - Jarek podszedł do obsługi mówi o co chodzi, a zdziwiony Szwed że chcemy płacić gotówką i łaskawie odblokował dystrybutor. Tak było na każdej stacji w Szwecji.
Godz. 20:00 dojeżdżamy do Sztokholmu i z Yacą jesteśmy już na łączach telefonicznych.
Yaca pyta - którą drogą jedziemy i gdzie teraz jesteśmy (opisujemy mu miejsce) - mówię tak i tak - ok., rozłącza się.

A teraz skumajcie motyw jak z filmu o Bondzie. :guns:

Zapitalamy 100km/h autostradą i nagle z wjazdu z prawej strony dokładnie w momencie kiedy mijamy pas wjazdowy wpada niemalże na nas na pełnym gazie szary WV Passat. Zaśmiany (chyba naszymi minami sugerującymi prawie puszczone w samopas zwieracze) kierowca odchyla szybę i podaje nam krótkofalówkę - YACA.
Nie wiemy jak on to zrobił, że wycyrklował wszystko co do sekundy, ale po takim wejściu wiedzieliśmy że będzie grubo. Jeden z nas w tym momencie rozluźnili się na maxa do tego stopnia, że znajomość okolicznych stacji paliw (a właściwie toalet na nich) uratowała od wielkiego sprzątania.
Po czym na szybko zostawiliśmy auto i pędem do domu gdzie czekało na nas wyśmienite spaghetti Oli (oraz oczywiście sama Ola z Fibi i Jogim). Pomiędzy jednym kęsem i drugim opowiadaniom nie było końca - a po późnym, obiedzie/kolacji czekały już profesjonalne materiały dotyczące nurkowania na M/S Harm. Omówiliśmy jak będzie wyglądało nurkowanie, procedury oraz cały następny dzień i około 1 w nocy poszliśmy spać.
Kto z kim spał - nie pytajcie, niech to będzie naszą słodką tajemnicą.

Dzień pierwszy: M/S HARM (harm znaczy nieszczęście).

Pobudka 7:30, wyskakujemy ochoczo z łóżek (no dobra Jarek nie wyskakuje, a już na pewno nie można tego nazwać ochoczo).
Przepychanki do WC, śniadanie i w drogę, rozładować przyczepkę, zapakować niezbędne gazy, przejrzeć sprzęt .





Na brzegu lądujemy około 11.
Pięknie.
Woda, wysepki, las, cisza i gdzieś w oddali bujająca się na powierzchni bojka niczym Gwiazda Betlejemska wskazująca nam cel.





Płyniemy po delikatnie zapadającej w głąb poręczówce, Yaca ze sprzętem video i Jarkiem z przodu, ja z Danielem jako druga para z tyłu. Wizura około 2 może 3 metry, ciemno, zimno choć na razie nikt nie zwraca uwagę na faktyczną temperaturę wody. Im dalej tym bardziej robi się mętnie.
Mijają minuty, poręczówka opada na 18 metr żeby później ostro pójść w górę.
Z wczorajszej odprawy wiedziałem, że zaraz będzie ON. Świecę w przód i nie widzę nic.
Po chwili jest burta - reguluję pływalność nad pokładem, przysłaniam lampę i w toni mętnej zielonej wody i ledwo przebijającego się z powierzchni światła widzę stalowego potwora przechylonego ostro przechylonego na prawą burtę.
Szybko przywołuję z pamięci wczoraj wyświetlane u Yacy zdjęcie - co jest co i co jest gdzie. Gdzie można płynąć, a gdzie nie.
Opływamy z Danielem całość dookoła, robi wrażenie.
Dotychczas widzieliśmy tylko kamieniołomy, nasze doświadczenie z wrakami było żadne, a tu taaaaki okaz.
Ekstaza - baraszkujemy nad pokładem dziobowym i na rufie, wpływamy do ładowni, opadamy poniżej linii burt aby za chwilę wzbić się wyżej, czujemy wtedy wielkość tego wraku.
Raz po raz spoglądam na maskę Daniela i widzę jego uradowaną gębę - taką samą ma Jarek kiedy przepływam obok niego.
Widzę totalne wyluzowanie - szybujemy nad kupą złomu, a mamy radość jak małe dzieci które dostały wymarzoną zabawkę. Jakoś nie widzę i nie czuję zmęczenia wczorajsza podróżą-wszystko minęło.
Folgujemy sobie na ile tylko można i płyniemy tam gdzie tylko można - stąd słowa Yacy, że byłem uwalony rdzą jak sam wrak. Penetracja na całego.





Od czasu do czasu otoczenie rozjaśnia się ujawniając więcej szczegółów.
Wszyscy wtedy przypominają sobie słowa Bogena - trzymaj kupę i prężą się jak strzały żeby wstydu na filmie nie było - kamera nie zna litości (a właściwie dwie kamery bo Yaca na raz kręci dwoma), a to przecież prędzej czy później pójdzie w świat i zostanie na wieki w internecie.
Jestem oszołomiony wrakiem mija 40 minuta, gazu jeszcze sporo, pozostały czas denny też bardzo przyzwoity - robi się zimno - wtedy dopiero zerkam że komp. pokazuje 2 st. WTF, 2 stopnie !
Do brzegu jeszcze jakieś 8 min płynięcia poręczówką, nie dam rady -pokazuje że mi zimno - spadamy.
Wychodzimy na brzeg i od Daniela i Jarka słyszę tylko same superlatywy (co prawda w nieprzyzwoitym języku ale jednak) na temat tej miejscówki. Yaca nie jest zachwycony wizurą - mówi że słaba - jakoś nam nie przeszkadzała. Na nasz temat oszczędnie w słowach, że dajmy radę (uff jest szansa że jednak do Tuny nas zabierze i dlatego specjalnie zostawił wizytę tam na ostatni dzień).
Przerwa powierzchniowa - grzanie, jedzenie, rozmowy, zmiana butli i znów do wody.
Tym razem nasz operator wymyślił kilka scen które chciałby nagrać - wpływacie tu wypływacie tam, tam zawisacie, ja Was tak podświetlę – nie ma lekko. A więc sam pobyt na wraku był dokładnie zaplanowany. Mimo to cieszyłem się tym nurkowaniem równie mocno jak pierwszym.
Nie wiem czy coś z tego wyszło - światła wielkich lamp nie dla nas (mnie osobiście kamera lekko stresowała pod wodą).
Zaglądając do wejścia do maszynowni (kategoryczny zakaz wstępu) przypomniałem sobie
i pomyślałem o dwóch nieszczęśnikach którzy już stamtąd nie wyszli. Cześć ich pamięci.
Yaca filował mnie w tym samym momencie i po nurku powiedział, Wiem o czym myślałeś jak tam zaglądałeś - o tych dwóch, ciarki mnie przeszły.
Na powrocie z Harma na 9 metrach przy okazji oglądamy jeszcze drewniany wrak o nazwie: Galeasen - w zasadzie to co z niego pozostało, troszkę desek, ale zawsze coś.

Dwa nurkowania w niedalekiej okolicy od mieszkania Yacy zajęły nam prawie cały dzień - do domu zlądowaliśmy późnym wieczorem aby zdać szybką relację na forum i wypić zasłużonego drineczka przy którym cały czas i ciągle na nowo przeżywaliśmy dwie godziny spędzone tego dnia pod wodą. Gdyby wyjazd trwał dłużej chętnie wróciłbym na Harma jeszcze raz.
Nie mogę nie wspomnieć o pysznej obiadokolacji przygotowanej przez Olę która gotowała na tak wysokim poziomie, że z powodzeniem wyjazd ten można zaliczyć do opcji all inclusive.

Następny dzień miał być luźniejszy ale czy był - posłuchajcie.

Dzień drugi: Kamieniołom LOVSTA (Lovsta dla Jarka znaczy nieszczęście)

(kopiuj-wklej z dnia 1) Pobudka 7:30, wyskakujemy ochoczo z łóżek (no dobra Jarek nie wyskakuje, a już na pewno nie można tego nazwać ochoczo).
Za oknem zimno, lekki przymrozek, pochmurne niebo - będzie padać, ale co tam pod wodą nie pada.




Pakowanie, Yaca zajeżdża tu i tam - wszystko na pełnym gazie, po drodze dołącza do nas Tomek (big men który będzie z nami nurkował).
Nad kamieniołom lądujemy krótko po 10. Witamy się z Tomkiem i Yaca mówi, "Tomek jest Szwedem i nie rozumie po polsku więc się nie wysilajcie", to my jak te pipy się nie wysilamy-mijają minuty w końcu big men podchodzi i pyta się nas piękną polszczyzną o coś tam - a my oczy jak 5zł.
Yaca kula ze śmiechu.
Las, zaczyna padać, robi się zimno, woda nie wygląda ładnie - padają pierwsze nieśmiałe propozycje powrotu i rozpicia rudej do końca.
Ale nie z nami te numery - rozpakowanie, klarowanie, stage do wody, sprzęt Yacy do wody, worki do wody, Jarka telefon do wody...
Q#5!~~!!!)(= OLE ! )*&$#@# RWA … Polskie słowa wyrażające więcej niż tysiące słów niesione dalekim echem pomknęły w szwedzkiej gęstwinie boru.



Ale nic to - na wojnie straty muszą być więc nie zrażeni niczym wskakujemy do wody.
Moja maska zostałje na brzegu – w dupie mam to już nie będę się gramolił po skałach i wyciągam zapas z kieszeni - moja pierwsza maska o wspaniałym żółtym kolorze. (muszę się wytłumaczyć dlaczego maska moja podczas TEGO nurkowania miała inny niż jedyny słuszny kolor...)



Kamieniołom LOVSTA to w zasadzie trzy zbiorniki połączone ze sobą podwodnymi tunelami :shock:



Podzieleni na pary płyniemy wzdłuż ściany – Yaca prowadzi, po kilku minutach płynięcia na głębokości 4 metrów schodzimy za przewodnikiem głębiej, na około 8 metrach przepływamy przez krótki tunel łączący dwa zbiorniki, ciekawe jest to że po drugiej stronie jest jakby jaśniej i woda inna, po wypłynięciu z tunelu schodzimy niżej, sterta powalonych bel, a właściwie ociosanych drzew i kamieni robi wrażenie, robi się ciemno, na dnie kożuch z jesiennych liści i około metr nad dnem biała mglista mroczna i klimatyczna jednocześnie zawiesina niczym z Jeziora Szmaragdowego. Czuje się nieswojo - oglądamy pomieszczenie w skale (strzałowego?) opływamy przy dnie zbiornik dookoła, rekordów głębokości nie bijemy ale podziwiamy sterty stalowych lin i innego żelastwa, gdzieniegdzie powalone drzewo z konarami w toni i wszędzie ta zawiesina jak mgła w klasycznych horrorach. Latarki dają radę ale wystarczy lekko przysłonić snop światła ręką aby poczuć grozę ciemności i lekki niepokój.


Choć trochę chciał bym pokazać jak klimatycznie wyglądała ta zawiesina, coś na styl smug na niebie zostawionych przez samoloty a my w koło tego lataliśmy (YaCa)

Dopływamy do tunelu oglądamy go, od wejścia i już jak to mówią słowa znanej wszystkim bajki, już był w ogródku, już witał się z gąską i... dupa- Yaca zabrania wpływania - ciśniemy więc dalej i wypłycamy się aby znów w przesmyku wrócić na pierwszy zbiornik.
Wizura nadal nie powala, 2 może 3 metry jak na Harmie- Szwecja nas nie rozpieszcza (trzeba było jechać na Jezioro Kolejowe koło Rzepina), ale mimo słabej wizurki doskonale widać drabinę i tory do wciągania wagoników opadające gdzieś głęboko w dno kamieniołomu - my nie przekraczamy 10 metra. Szybujemy w toni - Yaca filmuje.
Kamieniołom trudny bo mój kompas szaleje , gdyby nie przewodnik sam bym nie wiedział w którym jestem miejscu. Co chwila załom skalny który trzeba opłynąć . Trzymamy się blisko ściany, każdy pilnuje jegomościa przed sobą. Mija 55 minuta i moje ręce zaczynają marznąć (cholera tylko ręce - znowu).
Mam wrażenie że do wyjścia jeszcze kawałek i pokazuję dla Yacy że zimno, on znak wychodzimy i jesteśmy dokładnie w punkcie wyjścia. Fajny ale jednocześnie trudny nur w nieznanym akwenie.
Wychodzimy i dopadamy się do ciepłej herbatki, pada deszcz - mamy mało czasu aby zdążyć nabić butle w centrum Sztokholmu na nurkowanie z łodzi, a przed nami dobre 60km drogi.
Nagle słychać zawodzenie Jarka - gdzie jest K&)#!!WA karta SIM z telefonu (który rozłożył celem wyschnięcia)!
Przewalamy auta do góry nogami - karty nie ma - szkoda czasu spadamy.
Dojeżdżamy do centrum nurkowego żeby nabić butle, wnosimy je i kręcimy się po sklepie. Wszędzie wyłożony sprzęt, kamer nie widziałem, z obsługi też nikt nas nie pilnuje, mijają minuty - bierz co chcesz. kurcze, zupełnie inne podejście do klienta, ale cóż się dziwić - Szwedzi to też zupełnie inna niż Polska mentalność.
W trakcie bicia flaszek darmowa kawa i cieplutka czekolada z automatu - żyć nie umierać.
No i przyszło do płacenia...
Zaznaczam, że nie chcę tutaj pisać że w Szwecji jest drogo. Oni inaczej zarabiają więc i ceny mają inne - dla nich drogo nie jest. Napiszę w kontekście planowania przez kogoś wydatków na wyjeździe nurkowym do Szwecji.
Za EAN32 płaciliśmy po 120 koron (czyli po około 55zł) i UWAGA bez względu na wielkość flaszki (twin, 15 czy stege). To zaszokowało nas bardziej niż cena.
Znów robi się późno i znów wracamy do domu o zmierzchu.
Jarek namawia jeszcze Yacę do ponownego odwiedzenia kamieniołomu Lovsta o zachodzie słońca celem szukania karty od telefonu. W każdym razie my z Danielem wracamy na pyszną obiadokolację wiadomo kogo.
Wracają chłopaki, karty oczywiście nie znaleźli, Yaca ma za to kilka fajnych ujęć zachodu słońca na GoPro . Pijemy piwko i idziemy spać - padamy jak muchy.

Dzień 3 - nurkowanie z łodzi 25an

(kopiuj-wklej z dnia 1 i 2) Pobudka 5:30, wyskakujemy ochoczo z łóżek (no dobra Jarek nie wyskakuje, a już na pewno nie można tego nazwać ochoczo).
Niby wstajemy z dużym zapasem czasu, ale na przeprawie promowej lądujemy zaledwie kilka minut przed odpłynięciem promu, gdyż "nasza" łódka odpływa z wyspy. Cenne minuty uciekają podczas pakowania i drodze.
Łodź wypływa specjalnie dla nas więc szkoda by było wkur.. tzn. wkurzyć szypra spóźnieniem.
Szokiem jest dla nas nie tylko sama przeprawa z wyspy na wyspę (oczywiście darmowa) , ale również kolosy które nas mijają .



Na łodzi wita nas uśmiechnięty szyper Guido oraz Ola (uwaga: to kolega czyli ON) z którym będziemy nurkować.
Yaca zdaje krótką relację nt. Oli, że jest instruktorem nurkowania GUE - acha czyli my to takie popierdułki... Ale nic to - Alleluja i do przodu.
Klarujemy sprzęt na lądzie, graty na łódź i w drogę.



Pięknie.
Wieje, ale woda spokojna, do celu na pozycję jakieś 45min płynięcia.
Po drodze pamiątkowe foty i gadanie o wszystkim i niczym.





Podnieceni zastanowimy się co nas czeka pod wodą - z wczorajszej odprawy wiadomo że ma to być drewniany wrak statku o nazwie Duvholmsvraket spoczywający na głębokości około 25 metrów - brak prądów, ciemno i zimno.
Z jedynego zdjęcia jakim dysponuje Yaca - burty i kupa desek z ładownią pośrodku.
Dopływamy i łódź próbuje ustawić się nad pozycję - raz drugi trzeci - rzucamy kotwicę by po chwili ją wyciągnąć - to nie ta pozycja. Ja pierdziu, tyle tego mają pod wodą, że szyper nie może trafić na właściwy wrak.
Wreszcie się udaje.
My już w suchaczach tylko założyć resztę szpeju i do wody. Stoimy i słyszę coś czego nie sposób nie zapomnieć:
„Panowie całkowity czas nurkowania 50 minut - na wraku max. 35 min lub pierwsze deko, jeżeli po 50 minutach nie będzie Was na powierzchni Szyper wzywa służby ratunkowe - lepiej pilnujcie siebie i pozostałego czasu bo tutaj nie ma żartów”
No po takiej odprawie nie ma to tamto - to nie Gross w Witnicy.
Pierwsza ekipa do wody: Yaca, Tomek i Ula
Druga ekipa do wody: Jarek, Daniel i ja.
Schodzimy powoli po opustówce. Woda przyzwoita, robi się ciemno, coraz ciemniej i mętnie - nagle walimy w dno, obok sterta desek - no tak gdzieś tu musi być wrak - a może TO jest ten wrak - nie no kuźwa stertę desek to mogłem u siebie za stodołą zobaczyć przy piwku, a nie 1000km jechać.
Odbijamy w prawo i walę łbem o coś – świecę latarką w górę i Matko Boska jest wrak.
Światłem pokazuję chłopakom w którą stronę płyniemy, ale najpierw musimy wpłynąć na pokład. Wypłycamy się o dobre 6 metrów i wtedy dopiero wpływamy na pokład.
Sześciu nurków na wraku to byłby tłok gdyby wrak był mały - ale my dosłownie rozpłynęliśmy się po nim jak mrówki. W oddali widać tylko światło to jednego to drugiego nurka.
Zastanawiam się z jakiego okresu ta łajba - i myślę że koniec IX początek XX wieku, ogromna, wspaniale zachowane burty i pokład, dziób i rufa, zardzewiałe windy kotwiczne, przez okna widać pomieszczenie z umywalką, przewrócony piec kaflowy w ładowni pełno desek - poprzewracane stoły krzesła -jakieś butelki. Na pokładzie drewniane gdzieniegdzie zdobione barierki, schody na mostek...





Jesteśmy oszołomieni. Gdzie płynąć aby chłonąć jak najwięcej i nic nie przeoczyć. To dopiero kawał historii 25 metrów pod wodą.
Oglądając wrak raz po raz poszczególne elementy rozświetla Yacy zestaw video. Wtedy dopiero jest czad, jest moc. Teraz sobie uświadamiam, że pisząc te słowa przeżywam wszystko na nowo!
Komp pokazuje temp. wody 1 stopień, czy trzęsę się z zimna czy ekstazy - sam już nie wiem - nie chcę wychodzić – chłopaki też nie ale czas mija, zbyt szybko mija...
Chciałbym Wam jak najdokładniej opisać ten wrak ale się nie da.
Wychodzimy, gdzieś wcięło opustówkę - szukamy cwaniaka do strzelenia bojki - Każdy miał swoją ale jedna wystarczy - Daniel na ochotnika - bojka w górę . Wynurzenie w toni. Zmieściliśmy się w zaplanowanych 50 minutach.
Jesteśmy jakieś 100 metrów od łodzi, ale dla Szypra to nie problem - bez marudzenia podpływa i podejmuje nas na pokład. Wszyscy podjarani - włącznie z Yacą który na tym wraku nurkował 1 raz.
Choć plan był inny jest szybka decyzja - ku uciesze wszystkich drugi nur na tej samej pozycji.
W przerwie wciągamy ciepły wyrób zupkopodobny, przeżywamy wszystko na nowo - każdy zwrócił uwagę na inny szczegół. Z fragmentów opowiadań składamy w wyobraźni piękny obraz cudownego statku z lat jego świetności.

Drugie nurkowanie małe zmiany, trzy zespoły Yaca z Ulą, Jarek z Tomkiem i ja z Danielem.
Schodzimy po lince bojki którą Yaca przywiązał po 1 nurku do wraku, opływam z Danielem wrak wzdłuż linii burt na wysokości nieco poniżej pokładu - możemy zaglądać dzięki temu w okna pomieszczeń, w połowie wraku napotykamy wielkie liny biegnące w dół - płyniemy obadać co jest na ich końcu.





Okazuje się że nie są to liny tylko stare grube kable elektryczne w lnianym oplocie. Na ich końcu coś jakby ogromna rura (ssąca?). Płyniemy wzdłuż rury i dosłownie kilka metrów od wraku napotykamy kolejny wrak-tym razem metalowej barki. Fajnie - choć nic ciekawego - kawał żelastwa. Na powrocie spotykamy Yacę którego też tam przywiało. Ten wraki wyczuwa chyba całym sobą. Wypłacamy się znów na wysokość pokładu aby poprzeciekać się przez pomieszczenia położone ponad pokładem (sterówka, mostek? - trudno określić). Oczywiście co chwila widzimy światło, a za nim czujne oko reżysera Majka, który wyłapuje nasze harce.
Próbując dać mu dobry materiał przepływam pod barierkami zabezpieczającymi pokład i ... na koniec walę w nie nogami wznosząc tumany mułu. Już w myślach widzę jego roześmianą z tego ujęcia gębę. Za mną Daniel przepływa z nieco większą gracją. I znów razem opadamy w kierunku rufy schodząc po umieszczonych na burtach co kawałek oknach. Dopływamy niemal do dna i podziwiamy ogromny ster z wielką dziurą przy nim (może przyczyna zatonięcia?).
Wracamy z drugiej strony i znów mała niespodzianka - światło latarki wykryło kolejny tajemniczy obiekt - wrak małej drewnianej łódeczki pasującej jak ulał do szalupy ratunkowej z dużego wraku.
Opływamy wraczek i wracamy do naszego Duvholmsvraket. Znów podchodzimy wyżej do pokładu, pokazuję Danielowi że czas się kończy i strzelam bojkę.
Ach ten mój partnur kombinator - nie chciał żebym się męczył i pokazuje NIE – płyniemy dalej. Już znam jego szatański plan. Na krzywego podczepić się pod bojkę Jarka lub Yacy. Cwaniaczek. Ale w to mi graj.
Podziwiamy jeszcze chwilę górny pokład i szybujemy nad ładownią. Gdzieś w okolicach dziobu migają światła latarek którejś z ekip.
Tak Jarek z Tomkiem opływają wrak i ani im się myśli wychodzić.
Daniel pokazuje Jarkowi - TY strzelasz bojkę - Jarek pokazuje ok. i ... znika. Widzimy tylko jego światło.
Stwierdził że ma jeszcze czas. Wisimy z Danielem i Tomkiem czekając na naszego BojkoMena i za jakieś 2 minuty pojawia się. Perfekcyjnie strzela bojkę i prowadzi wynurzenie.
Znów podejmuje nas łódź i całą naprzód walimy do portu.



Wszyscy podjarani, a nasza gorzowska trójka szczególnie. Takiego wraczku dłuuugo nie będziemy oglądać. Znów dzień zleciał. Tego dnia na kolację turecki kebab od wujka Tadżhila. Pijemy piwko i wstawiamy krótką relację. Znów robi się późno, a jutro pobudka jeszcze wcześniej.

Dzień 4 Kopalnia Äventyrsgruvan Tuna Hästberg (Wisienka na torcie)

(kopiuj-wklej z dnia 1 , 2 i 3) Pobudka 4:30, wyskakujemy ochoczo z łóżek (no dobra Jarek nie wyskakuje, a już na pewno nie można tego nazwać ochoczo). Ja pierdziu ten to ma dar do spania.
Chociaż nie dziwię mu się, gdyby to nie była Tuna owinął bym się w śpiwór i zasnął. Poprzednie 3 dni były mega intensywne więc lata już nie te i siły już nie te.
Opróżniamy lodówkę Yacy, do torby lądują Oli banany (chyba nie były dla nas), szybki start na garaż pakować sprzęt i w drogę. Yaca marudzi że mamy do dupy czas. Ku uciesze Daniela Yaca zajmuje miejsce kierowcy i gnamy. Przed nami ponad 250km.
Zajmujemy z Jarkiem miejsca z tyłu owijamy się w kurtki, poduszki pod głowę i odsypiamy ile się da.
Budzę się po około godzinie. Do celu jeszcze 100km , Yaca nastawia GoPro i robi wywiady.
Wreszcie dojeżdżamy. Przy pierwszym znaku że to właśnie TUNA strzelamy pamiątkowe foty.



Yaca zawozi nad na niepozorny plac w środku lasu z dziurą w ziemi i kontenerem i mówi że to tutaj.
Gdyby nie winda wpuszczana w tę dziurę pomyślałbym że jaja sobie robi.
Wyładowujemy sprzęt jednocześnie nieśmiało zaglądając w głąb tejże dziury. Końca schodów nie widać - szyb robi ogromne wrażenie.
Pakujemy sprzęt na windę (wielki szacun dla jej twórców), zakładamy kaski i zaczynamy naszą podróż do wnętrza ziemi.









Mierzymy nasze siły na zamiary, co kilkadziesiąt schodów postój który zresztą wymusza procedura, że nie możemy być niżej niż zjeżdżająca winda.
Wreszcie dochodzimy do końca a właściwie do ostatniego suchego poziomu.
W powietrzu wilgoć, dużo wilgoci i chłód.
Wywalmy graty i biegniemy zobaczyć to o czym tyle opowiadał Yaca, Bogen i Ździebeł.





Wpadamy do pomieszczenia z tarasem, sprężarkownią i suchym pokojem by w dole zobaczyć wodę.
Ale słuchajcie jaka to jest woda...
Takiej wody w życiu nie widziałem, jak na filmach w TV na Discovery.



Pod wodą widać kilku nurków których markę sprzętu w którym nurkują bez trudu można rozpoznać. Widać naszywki na skafandrach, a Yaca ze stoickim spokojem mówi że oni są mniej więcej 12 metrów POD WODĄ.
12 METRÓW !!! Szok.
Szkoda że nie ma zdjęć jak stoimy na tym pomoście z opadniętymi szczękami i nikt nic nie mówi. Latamy od barierki do barierki żeby zobaczyć jak najwięcej ale czas mija - to nie tu będziemy nurkować - przynajmniej nie dopóki nie kupimy twinów i nie zrobimy CAVE.
Ale idziemy zobaczyć miejsce INDIANA JONES. Po drodze zabieramy drobny sprzęt.





Wszystko mi jedno byle woda w Indi wyglądała tak samo.
Po około 400 metrach korytarza wpadamy do ogromnej sali z drewnianym tarasem - poniżej woda - równie błękitna, równie przeźroczysta, cudowna.
Chciałoby się skoczyć i nurkować ale nie ma łatwo - czeka nas zatarganie tu całego sprzętu niełatwym 400 metrowym korytarzem.





Wszyscy padnięci, ale wreszcie pada komenda „wchodzimy”.
Po 3 godzinach od przyjazdu. Tyle trwa cała „gra wstępna” z Tuną.
Wymagająca z niej kobitka (bo kopalnia to ONA). Ale mamy nadzieję że potrafi się odwdzięczyć.
Yaca od razu sugeruje kilka ujęć które chciałby nakręcić. Decydujemy się też na nurkowanie BEZ włączonych lamp powierzchniowych.
Wchodzimy do wody i z Danielem walimy do przodu mało nie wpływając w tunel overhead.
Pierwszy falstart. Potem wszystko idzie gładko.









Kurcze sam nie wiem – tych dwóch nurkowań nie potrafię opisać. To najpiękniejsze chwile jakie spędziłem pod wodą odkąd nurkuję.
Zobaczcie może tylko film i zdjęcia bo słowa nie oddadzą w pełni uroku tego miejsca.
Może chłopaki coś naskrobią. Każdy to co zapadło mu najbardziej z nurkowań w Tunie.

Paweł:
Kamienisty lej – średnica górna może 30 metrów, zwęża się ku dołowi, my wisimy na 8 metrze pod wodą we czterech w odległości 4 metrów głowami zwróconymi ku sobie - pod nami jeszcze 15 może 20 metrów do dna - wszystko widać każdy kamień na dole, ściany dookoła mieniące się drobinkami srebra i złota . My jakby zawieszeni na sznurkach w próżni- grawitacja nie istnieje, zero pyłku w wodzie, zero mułku - kryształ – mógłbym tak wisieć godzinami.



Daniel: Niepozorna konstrukcja na powierzchni ziemi, od której w głąb ziemi biegną niekończące się jasne schody, klimatycznie podświetlone po bokach, obok których porusza się winda wózka na szpej, a z drugiej strony stare zejście do kopalni w postaci drabin zamocowanych pomiędzy platformami - masakra.
W samej kopalni zauroczyła mnie woda. Woda tak krystalicznie czysta jakiej dotychczas nigdzie nie widziałem, a dookoła niej skały i kamienie - ogrom kamieni i skał (w sumie nic dziwnego - to jest dawna kopalnia żelaza). Woda w której nie pływały pyłki czy drobinki powodowały, że ocena odległości była mocno utrudniona. Ponadto widok kamienistego leja o którym wspomniał Paweł zapierał dech w piersiach. Ponadto panujący tam ład i spokój - wszystko wyglądała tak jak by jeszcze wczoraj pracowali tam górnicy, a dziś zostało zalane to wodą. O tym, że jest to nurkowisko świadczą jedynie rozciągnięte poręczówki.
Szokiem dla mnie była jeszcze gra świateł zarówno z reflektorów zainstalowanych w kopalni, jak i naszych laterek.



Przerwa powierzchniowa, robi się zimno, ocieplacze zamiast schnąć chłonął wilgoć z powietrza , chyba drugim razem wytrzymamy mniej pod wodą ale kto wie.
Schodzimy drugi raz - ktoś tym razem zapala wielkie halogeny zawieszone nad wodą. Teraz do dopiero jest klimat. (lampy były zapalone tez na pierwszym nurku, ale w połowie :P YaCa)
Yaca wymyślił ujęcie z przepływaniem pod jakąś belką miejsca mało/dużo, zależy dla kogo-dla takiego byka jak ja MAŁO- raz- walę nogami, drugi raz walę butlą, trzeci raz przeciskam się na spidermana, sorry Yaca filmuj co chcesz ja będę się cieszył nurkowaniem, a ty sobie ujęcia sam wymyślaj.



Pod wodą równie pięknie choć płyniemy dokładnie tą samą drogą co pierwszym razem. Reflektory nad nami dają poczucie słonecznego dnia mimo tego że jesteśmy kilkadziesiąt metrów pod ziemią.
Chłonę każdą sekundę, ale czas biegnie nieubłaganie - mija 50 minuta czas wychodzić.
Na powierzchni wyjmuję automat i słowo ZAJEBIŚCIE samo ciśnie się na usta.
Czas wracać - mając na uwadze znów rozbieranie, pakowanie pchanie wózka itd. oraz szybko analizując nurkowanie stwierdzam, że DCSa nie powinienem dostać więc walę w całym szpeju przez 400 metrowy korytarz.
Chyba adrenalina dodała mi sił. Za mną Yaca tak samo. (za tobą Jarek lub Tomek :-) YaCa )
Już przy windzie spokojnie się rozebrałem i rozłożyłem sprzęt, wróciłem pomóc chłopakom z resztą gratów.
Jeden przez drugiego jak dzieci przekrzykujemy się opowiadając to co przeżywaliśmy pod wodą.
Gotowi - to w drogę, ponad 350 schodów w górę.
Spokojnie, bez nerwów, bez pośpiechu - co 50 schodków przerwa- respect.
Na górze jesteśmy koło 18tej. Umęczeni jak psy, głodni ale szczęśliwi. Wracamy. W połowie drogi kebab u innego wujka i wtedy Yaca mówi - sorry chłopaki, zabijecie mnie ale zostawiłem w Tunie wszystkie klucze.
Ku..........waaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!
I wtedy z drugiego auta wychodzi Tomek i pyta, "Yaca nie zostawiłeś w Tunie takich kluczy" i pokazuje gruby pęk żelastwa.
Miałem ochotę wyciskać tego niedźwiedzia za tę przysługę.
Do garażu zajeżdżamy koło 23. Pakujemy się wstępnie na jutrzejszą podróż powrotną.
Przygoda ze Szwecją dobiega końca. Niestety to już koniec... Gdybyśmy zostali tu jeszcze kolejny tydzień czy dwa tak samo, albo jeszcze bardziej żal było by wyjeżdżać.
W domu Yacy lądujemy przed północą.
Jarek tytan pracy przypomina sobie że ma do napisania pilną (!) apelację. Godz. 00.15 Jarek zaczyna pisać apelację - my idziemy spać.

Dzień 5 Powrót

(kopiuj-wklej z dnia 1, 2, 3 i 4) Pobudka 5:00, niechętnie zwlekamy się z łóżek (no dobra Jarek się nie zwleka - bo Jarej jeszcze lub już jest na nogach)
PISZE NADAL APELACJĘ :!: :!: :!: (podobno przespał się jakieś 3 godzinki). Zastanawiający jest fakt aktywność Jarka tej nocy/poranka. W tym czasie Yaca poza nami gościł u siebie w domu koleżanką Ewę. Czy to kobiety tak działają na Jarka?.
Wciągamy śniadanie i pakujemy podręczny bagaż. Godzina zero to max. 7:30 żeby zdążyć na prom.
Jedziemy po przyczepkę do garażu - Yaca po przyczepkę do firmy.
Wracamy do domu i dzwoni Yaca - będzie opóźnienie, w firmowej przyczepce nie działają światła. FUCK.
Siedzimy jak na szpilkach i wreszcie podjeżdża.
Szybkie pakowanie i w drogę. Dzięki krótkofalówkom prowadzimy po drodze miłą konwersacje pomiędzy autami jeszcze raz przeżywając wyjazd. Jarek odsypia noc.
Do promu kierujemy z Danielem na zmianę.



W drodze powrotnej trochę kołysze ale idzie żyć. Po drugiej stronie lądujemy po 22 - telefon do Bogena że jeszcze tej nocy nawiedzimy sprężarkownię TN.
Zapada zmrok i zaczyna wychodzić prawdziwe zmęczenie ostatnich dni - ja zasypiam na tylnym siedzeniu kieruje Jarek ale w połowie drogi zmienia się z Danielem. Przed zjazdem na Szczecin żegnamy Olę Yacę i Ewę i gnamy oddać butlę Bogenowi.
Jest godzina 1:45 Boguś jako pierwszy w kilku słowach słyszy naszą relację, nie ma czasu na dłuższe pogawędki - każdy chce spać. Zmieniam się z Danielem i kieruję do Gorzowa .
Do domu ląduję kilkanaście minut po godz. 3:00 - przytulam się do żonki i odlatuję.

Daniel: (parę słów od siebie):
Po kilku latach nurkowania, nurek na kamieniołomie Wildschutz z Pawłem i Jarkiem w 2013 roku był dla mnie naj, naj...
Po wizycie u Yacy, bardzo długo tych nurkowań w SE nic nie przeskoczy. Harm, Lovsta, Duvholmsvraket no i Tuna to miejsca które na 100% warto odwiedzić. Oczywiście w rozmowach z Yacą, przewalały się inne równie ciekawe miejsca i nie sposób wszystkich odwiedzić podczas takiego wyjazdu. Gdybym miał możliwość powrotu i powtórzenia jednego z nurkowań zrobionych podczas wyjazdu w SE, to zdecydowanie wrócił bym do Tuny. Tego co tam widziałam nie odzwierciedlą zdjęcia czy opisy - to po prostu trzeba zobaczyć. Po prostu szok.
Z jednej strony zmęczenie jazdą, mała ilość snu, obawa przed uchwyceniem braku umiejętności przez kamerę Yacy, zderzyła się z miłym przyjęciem, z profesjonalną organizacją nurkowań i otoczki około nurkowej (transport, przechowanie szpeju, bicie butli, wybór różnorodnych miejsc nurkowych itp.)

A sam Yaca - zresztą znacie go - to człowiek orkiestra (znam i obserwuję jego poczynania od początku forum TN), to co wyprawia nad i pod wodą jest jak Tuna - nie do opisania.
Yaca jeszcze raz wielkie dziękuję.


Serdeczne podziękowania szczególnie dla:
-Yacy za zaproszenie do SE, poświęcony nam czas i ZAJEBISTĄ organizację,
-Oli - za gościnę oraz za to że musiała nas znosić w swoim domu, oraz przeprosiny za zjedzenie bananów)
-Bogenowi - za garść wiedzy, dobre rady przed wyjazdem, za bicie gazów, pożyczenie butli, za to że chciało mu się przyjechać w środku nocy do sprężarkowni i odebrać od nas butle.
-Ździebłowi i Marzycielowi za dobre rady przed wyjazdem za pożyczenie również swoich butli na ten wyjazd
PS. O wiśniowego stegea dbałem jak o własnego, ale kilka rys jakie mogłem mu niechcący przysporzyć dodadzą mu tylko klasy.

-Dziękujemy tez wszystkim z forum TN którzy trzymali za nas kciuki i dobrze nam życzyli.
-Ja i Daniel dziękujemy odpowiednio Iwonie i Asi (kochanym żonom) za to że nas puściły, pewnie drogo nas to będzie kosztowało ale co tam.



DLA TAKIEJ PRZYGODY WARTO ZNIEŚĆ I PRZEŻYĆ WSZYSTKO. NAPRAWDĘ WARTO BYŁO.






To na zakończenie parę słów od Jacka hehe
Nie będę ukrywał że dla mnie przyjazd chłopaków też był sporym wydarzeniem. Gościć trzech chłopa w moim maleńkim mieszkanku, plus wyciągnąć ich na 4 różne miejsca nurkowe to nie lada zadanie...
Chłopaki byli dobrze zorganizowani a to bardzo ułatwiło mi zadanie, nie musiałem ich niańczyć a wystarczyło przedstawić im plan działania :-)
Dodam że sam wyjazd planowaliśmy i rozpisywaliśmy już od kilku miesięcy. Trzeba było zorganizować masę rzeczy, począwszy od trasy, biletów skończywszy nad załatwieniem nurkowań w kopalni czy też łodzi w Stockholmie. Ale udało się :-) Tu też wielkie ukłony w stronę kolegów z moich okolic którzy bardzo mi pomogli :-)

Dlaczego chłopaków zaprosiłem do siebie?? od dłuższego czasu chłopaki razem dzielnie walczą na niemieckich kamieniołomach, sporo razem nurkują, szkolą się i idą do przodu. W mojej ocenie takie wyjazdy zawsze punktują nowymi doświadczeniami, tak jak ja staram się na każdej wyprawie nauczyć czegoś nowego tak widziałem że i chłopaki tutaj też starali się wyciągnąć jak najwiecej mogą.
Nie ma co ukrywać, barek mieliśmy pełen różnych alkoholi. Dzięki zaangażowaniu Gorzowskiej grupy mam teraz masę piwa a i coś mocniejszego się znajdzie ;-) . Ich pobyt tutaj śmiało mogę nazwać ciężką pracą nad zdobywaniem nowych umiejętności i doświadczenia. W planie było byśmy usiedli któregoś wieczora, napili się, pogadali, ale nie wyszło. Cały czas planowania, przygotowania i nurkowania, przez te 5 dni spaliśmy paręnaście godzin, wracaliśmy późnym wieczorem a wstawaliśmy wcześnie rano, chłopaki zalewali mnie masą pytań na które czasami nawet odpowiedzi nie znałem. Ale to się ceni, byli zainteresowani i pomimo intensywnego dnia wołali o więcej.
I takich nurków aż miło gościć....

Bałem się trochę że chłopaki będą rozczarowani wizura w szwedzkich wodach, nie nurkowaliśmy na Bałtyku a bardziej w archipelagu gdzie widoczność nie przekraczała 3metrów. Ale dla nich to nie była przeszkoda w buszowaniu, pomijam już kamieniołom bo tam było jak było choć motyw z tunelami i zawiesiną zrobił swoje. Ale wraki chłopaki opanowali jak swoje.
Fajne było to że na pierwszym nurkowaniu na M/S Harm i duvholmsvraket robili robotę fachowo. Najpierw spokojnie opływali wrak. oglądali co, gdzie i z czym a na nurkowaniach numer dwa, jazda. Chcieli byście to zobaczyć. Paweł cały umazany, daniel gdzieś w jakiś najdziwniejszych miejscach a jarka to w ogóle ciężko było odnaleźć. Masakra, jak by znali wraki na pamięć :-)

Co bym zaliczył do zdecydowanych plusów tej wyprawy:
- Ilość czasu jaki poświeciliśmy na planowania, rozmowy i nurkowania.
- same nurkowania były bezproblemowe
- udało się zrealizować wszystko co zaplanowaliśmy
- ogólny klimat i zaangażowanie chłopaków
-

Minusy:
- za mało snu

Tak się poskładało że z chłopakami wracałem do PL, oni swoim a ja swoim autem, nawet im troszkę zazdrościłem tego że mogą się zmieniać, ale na radyjkach było wesoło wiec jakoś droga zleciała ;-)
Dziękuję że wam się chciało, włożyliście w ten wyjazd dużo energii i pieniędzy, mam nadzieję że to wam się opłaciło, że zdobyliście choć trochę nowego doświadczenia, zobaczyliście trochę więcej i że gdzieś tam zobaczyliście że warto się szkolić, doskonalić bo "nurkowanie życia" może być na wyciągniecie ręki...

Dostałem od chłopaków suuuper prezent na pamiątkę :-)



Raz jeszcze wielkie dzięki, zaszczytem było Was gościć i przed kolegami nie musiałem oczami świecić, pokazaliście klasę :)





plus mały BONUS od firmy :-)

_________________
Chłopaki to są w agencjach, a my jesteśmy młodzi wilcy.
Nurkowanie bez i dekompresyjne, gwałty, rabunki, brawurowa jazda Fiatem Cinquecento 700 ccm
 
   
pawlesm
Mariusz Pawlewski - www.behapowcy.eu


Pomógł: 1 raz
Wiek: 38
Dołączył: 08 Kwi 2010
Posty: 587
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2014-05-05, 23:37   

woooooooooooooowwwwwwwwwwwwwwww :shock: :shock: :shock:


to że chłopakom zazdroszcze to pisać nie muszę...
zresztą poznałem ostatnio na wypadzie na HeleneSee przedsmak tej relacji + nawet kilka niepublikowalnych smaczków:), więc wiedziałem czego się spodziewać...
choć teraz dopiero mam wgląd na to co po kolei gdzie i jak miało miejsce, bo z opowieści rozentuzjazmowanych jeszcze wyprawą Daniela i Pawła, nie do końca mogłem się połapać, co gdzie i kiedy miało miejsce...


ale Yaca... Jacku Majku!!! co Ty chłopie wyprawiasz???!!!...



...co Ty za filmy publikujesz???!!!...



...



...przecież to zaczyna wyglądać jak z hollywodzkich wytwórni... :shock:

naprawdę szacun... rewelacja... operatorstwo... montaż... dźwięk... pomysł... BRAWO!!!


w moim odczuciu wyprawa świetna...
_________________
Lepiej żałować za grzechy niż za stracone okazje...
 
   
saimon


Ubezpiecznie: WBE
Wiek: 42
Dołączył: 27 Sty 2013
Posty: 51
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2014-05-06, 01:55   

SZACUN SZACUN SZACUN

Super wyprawa, super organizacja, super klimat.
Musiałem to przeczytać i obejrzeć do końca ..... a teraz patrzę na zegarek :shock: :shock: :shock: wstaję za 3 godziny :shock: :shock: :shock: no ale co to jest w porównaniu z tym materiałem.
   
NightSky


Wiek: 38
Dołączył: 23 Mar 2011
Posty: 130
Skąd: Gorzów Wlkp.
Wysłany: 2014-05-06, 15:53   

Bardzo fajna relacja, wyjazd którego mogę Wam tylko pozazdrościć, a Yaca z kręceniem i montażem zbliża się do perfekcji... YaCa przyznaj się James Cameron już do Ciebie dzwonił i zaprosił do produkcji Sanctum 2?

A jak to wyglądało sprzętowo ile braliście ze sobą butli, całkiem nie źle dawały na filmie te Wasze latarki czego używaliście zauważyłem chyba jekieś dwa Grallmarine i YellowDiving?
 
   
makalu
makalu


Wiek: 44
Dołączył: 22 Mar 2012
Posty: 95
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2014-05-07, 00:55   

Świetny wyjazd.Film i muza dobrana perfekt.Petarda.... :guns: a nie jakieś tam pitu,pitu. :2funny:
   
Daniel'S
Daniel's jak Jack Daniel's


Ubezpiecznie: DAN Silver
Pomógł: 1 raz
Wiek: 102
Dołączył: 18 Sty 2010
Posty: 1221
Skąd: Gorzów Wlkp.
Wysłany: 2014-05-07, 08:48   

NightSky napisał/a:
A jak to wyglądało sprzętowo ile braliście ze sobą butli, całkiem nie źle dawały na filmie te Wasze latarki czego używaliście zauważyłem chyba jekieś dwa Grallmarine i YellowDiving?


Na wyjazd zabieraliśmy ze sobą z PL:
2 twinsety 2x12l
8 x 15l
6 x stage 11,1l

Niedobory gzów uzupełnialiśmy w SE (niestety cena bicia stage i 15l flaszek jest nieatrakcyjna, bo kosztuje tyle samo co twin).

A co do oświetlenia to świeciliśmy latarkami Gralmarine GL7 - 2 sztuki, Light-For-Me 4Tec i hidem Yelow Diving (chyba 24W). Oraz Yaca doświetlał video jakimiś mega
a lampami.
_________________
Chłopaki to są w agencjach, a my jesteśmy młodzi wilcy.
Nurkowanie bez i dekompresyjne, gwałty, rabunki, brawurowa jazda Fiatem Cinquecento 700 ccm
 
   
Jarek P.

Wiek: 47
Dołączył: 18 Paź 2013
Posty: 41
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2014-05-07, 21:56   

Pełna profeska nic dodać i nic ująć
Może kiedyś się przytrafi ????
Pozdrawiam Jarek
   
Bogusław Chmielnik
Administrator
Instruktor IANTD - PADI


Ubezpiecznie: DAN/PROGLD
Pomógł: 6 razy
Dołączył: 14 Sty 2010
Posty: 6466
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2014-05-09, 12:39   

Hej.
Mimo, że jako administrator forum mogłem podglądać jak chłopaki piszą relację dopiero dziś ze spokojem przeczytałem ich końcowe dzieło.
Miło jest zobaczyć jak ktoś realizuje swoją pasję. Co to dużo pisać - po prostu świetnie się bawi. :-)
Cieszę się, że ekipa jest zadowolona z wyjazdu. Gorąco im kibicowałem.
Niedawno ze Ździebłem również byliśmy w odwiedzinach u YaCy i aż nerwowo tupałem czytając posty organizacyjne chłopaków. :walk:

Relacja - każdy widzi. :-) Fajnie, że chłopakom się chciało.
Każdy, kto pisał coś na forum wie ile pracy trzeba włożyć w przygotowanie takiego materiału.

Osobiście bardzo Wam dziękuje.

PS. Niektórzy w Was zapewne zastanawiają się, czym są ukryte działy forum:
O tuż każdy większy wyjazd większej grupy ludzi wiąże się z planowaniem, dogadywaniem przeróżnych elementów. Od kto, z kim śpi ;-) a skończywszy, dlaczego zabieramy tak mało jedzenia. :-) Celem ułatwienia kontaktu szerszej grupie ludzi na życzenie na naszym forum zakładam działy widoczne tylko dla zainteresowanych.
W ten sposób nie zaśmiecamy forum a imprezowicze mogą swobodnie dogadywać szczegóły wyjazdu.
Podsumowując - forum jest do Waszej dyspozycji.
_________________
Pozdrawiam
Bogusław "Bogen" Chmielnik

Rób to, co lubisz, a nie będziesz musiał pracować ...
   
Maciej Michalski


Dołączył: 23 Mar 2014
Posty: 301
Skąd: Gorzów Wielkopolski
Wysłany: 2014-05-09, 16:06   

Czytając relację chłopaków nie mam już wątpliwości czy dobrze zrobiłem kupując sprzęt,a jak wiemy tani sport to nie jest...Jestem pełen podziwu profesjonalizmu i przygotowań do takiej wyprawy i gratuluję spełnienia pewnie kolejnego marzenia.Mam nadzieję,że w przyszłości także będę mógł podziwiać tak piękne miejsca. Chciałem dodać jeszcze,że światło,filmy... mega super to wszystko wygląda. No...ale ja dopiera zacznę w maju więc bardzo długa droga przede mną:).Pozdrawiam.
   
krzysiek-nuras


Dołączył: 20 Sty 2010
Posty: 239
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2014-05-16, 15:54   

Wielkie gratulacje wypadu i opisu.

Czyta się i ogląda wspaniale.
Pozdrawiam
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Nurkowanie - Szczecin | Sklep Nurkowy Szczecin
Wszystkie prawa zastrzeżone. Powielanie treści zawartych na stronie bez zgody autora jest zabronione.
Administrator Forum Techniki Nurkowania informuje, że nie ponosi odpowiedzialności za treści wypowiedzi umieszczanych przez użytkowników na Forum. Zastrzega sobie jedynie prawo do usuwania i edytowania, postów o treści reklamowej, sprzecznej z prawem, nawołujących do nienawiści rasowej, wyznaniowej, etnicznej czy też propagujących przemoc oraz treści powszechnie uznanych za naganne moralnie, społecznie niewłaściwe i naruszających zasady regulaminu. Jednocześnie informuje, że osoby zamieszczające opinie, o których mowa powyżej, mogą ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.
Strona wygenerowana w 0,42 sekundy. Zapytań do SQL: 16